piątek, 7 czerwca 2013

SkinCeuticals, Blemish + Age Defense

Witajcie!

Dziś, wraz z pojawieniem się kilku słonecznych promieni, obudził się we mnie pomysł z przedstawieniem Wam serum, które miało okazję u mnie zagościć.

Mowa o serum Blemish + Age Defense, firmy SkinCeuticals.


Zanim jednak przejdę do 'części właściwej' tegoż wpisu, pozwolę sobie nakreślić typ mojej cery.
Po pierwsze - mam cerę tłustą. Nigdy nie była mieszana, zdarzało jej się przesuszać (głównie po kwasach), ale odkąd pamiętam była tłusta na całej rozpiętości - bywała tłustą odwodnioną, czasami sprawiała wrażenie tłustej suchej - ale 'od zawsze' jest tłusta.

Wraz z wiekiem dojrzewania, na mojej twarzy zaczęły się pojawiać większe, lub mniejsze, wtedy jeszcze niespodziewane, wypryski. Do tego doszły zaskórniki i fakt, że nie do końca wiedziałam, co z tym zrobić. Nie były to dolegliwości znaczne, nie były też jednak znikome - mimo wszystko, nikt i nic nie było w stanie mnie przekonać do zaciągnięcia profesjonalnej porady dermatologicznej. Ot, taka swoista (nie do końca jeszcze wtedy uzasadniona) niechęć do lekarskiej maści ;) W związku z czym, na własną, nastoletnią rękę, zaczęłam rozglądać się za odpowiednimi do moich problemów kosmetykami. W szczegóły wdawać się nie będę (bo i taki bardziej rozległy w tej tematyce post mam w planach), wspomnę tylko, że przez wiele lat bazowałam na dość inwazyjnej pielęgnacji - mającej na celu 'wyleczenie' moich skórnych defektów.

I taki stan, zdecydowanie nieidealnej, lecz w miarę akceptowalnie wyglądającej cery, trwał u mnie nieprzerwanie przez kilka długich lat. W którymś momencie jednak nastąpiło totalne jej załamanie - pryszcz na pryszczu pryszcza poganiał (przepraszam, delikatniejsze zobrazowanie nie miałoby w tym przypadku racji bytu). Nie była to lekka odmiana po-nastoletnich hormonalnych wariacji. Stan mojej cery przeobraził się niemal z dnia na dzień. Z takiej z trądzikowymi skłonnościami do takiej, gdzie standardowa pielęgnacja, czy zachowanie najwyższej higieny na niewiele mogło się zdać. Oczywiście, zanim wybrałam się do dermatologa, musiałam dać upust własnej fantazji. Zwłoki tej szczerze żałuję - doświadczenie jednak pozostało, a i naukę na przyszłość mam sowitą.

Przechodząc jednak do, pozornie oderwanej od tych słów, puenty, do której, mimo wszystko, przez całą tę opowieść dążę - recenzje kosmetyków mających na celu wspomożenie walki z trądzikiem, należy traktować wysoce poglądowo - bo to nie jest problem, którego pozbędzie się jednorazowa aplikacja cudownej mazi o magicznym działaniu. A takie mam wrażenie, czytając czasami mniej, lub bardziej wymuszone opinie o specyfikach różnej maści. Druga sprawa, na którą zwróciłam uwagę (przede wszystkim 'dzięki' tym ekstremalnym przejściom, jakie moja skóra jeszcze niedawno mi zafundowała), to ludzkie przewrażliwienie - kiedyś głównie płci pięknej (w tej chwili to już bodaj tyczy się również mężczyzn) o gładkiej cerze, na której raz do roku pojawi się krosta wielkości ukłucia igły. W efekcie zaobserwować można nieprzyzwoite tworzenie przez tych szczęśliwców autentycznie-trądzikowego problemu z powodu tego jednego, sporadycznie zjawiającego się precedensu.

Nie trącam o ten fakt bez powodu. Albowiem chcę, byście mieli jak najlepszy ogląd sytuacji, w czasie której moja opinia o tym produkcie została zbudowana.




Na SkinCeuticals trafiłam przypadkiem, właśnie w momencie, kiedy stan mojej cery wołał o pomstę do nieba. Poszukiwałam akurat czegoś, co pozwoliłoby mi uporać się z problemem wybitnie przetłuszczającej się cery (i uprzedzam - nie ma w tym krzty przesady) oraz z gromadą pojawiających się masowo wyprysków.
Kosmetyk ten zbierał gros pozytywnych opinii na wielu forach (głównie tych zagranicznych, gdyż w Polsce kosmetyki te były/nadal są trudno dostępne), w związku z czym, po przestudiowaniu większości upublicznionych opinii, niemalże bez wahania, zdecydowałam się na zakup.


Muszę przyznać, że profesjonalizm i 'górnopółkowość' marki, której nie da się w pierwszym kontakcie nie zauważyć, delikatnie rekompensuje poniesione koszty i trudy w jego zdobyciu.


Kosmetyk przychodzi w kartonowym opakowaniu, o oszczędnej szacie graficznej. Producent pomyślał tu o podróżujących, bo oprócz pipety - 'oprzyrządowania' zazwyczaj stosowanego w przypadku serum, otrzymujemy również standardową nakrętkę, dzięki której przewożenie produktu w kosmetyczce przysparza zdecydowanie mniej zmartwień ;) - pomysł ten pochwalam i zdecydowanie doceniam.




Muszę niestety przyznać, że wraz z upływem czasu eksploatacji, pojawił się u mnie spory niesmak - gumowa część pipetki, odpowiedzialna za nabieranie kosmetyku, zaczęła się... rozpuszczać? Dziwne to zjawisko, dotąd z czymś podobnym nie było mi dane się spotkać - tym bardziej w przypadku produktu z tej półki cenowej. Butelka z ciemnego szkła, raczej niezbyt grubego - na szczęście, nigdy mi nie upadła.

Działanie tego kosmetyku trudno mi ocenić jednoznacznie. Bo są względy, dzięki którym serum nie okazało się kompletnym fiaskiem dla mojej cery, lecz z drugiej strony, w konfrontacji z obietnicami producenta, trudno mówić o pełnym zadowoleniu.

Z reguły nie przytaczam tu haseł, którymi producenci raczą konsumentów, bo z doświadczenia wiem, że to w większości wyraz marketingowego krasomówstwa. W tym przypadku chcę to jednak zestawić z moim odczuciami.

Z zamysłu więc jest to kuracja o nietłustej formule dla skóry z niedoskonałościami i oznakami starzenia się. W składzie znajdziemy, podobno unikalne, połączenie hydroksykwasów i kwasu salicylowego, które to nie tylko pomaga zredukować niedoskonałości, ale ma za zadanie również zapobiegać ich nawrotom. Oprócz tego, kwas glikolowy wespół z cytrynowym, mają pomóc w zmniejszeniu drobnych linii, zmarszczek i nieregularności cery.

W składzie znajdziemy m.in.:
- 3,5% kwas glikolowy
- 2% kwas dikarboksylowy
- 1,5% kwas salicylowy
- 0,5% kwas cytrynowy
- 0,3% kwas lipohydroksylowy

Ubolewam nad faktem, iż nie posiadam już kartonowego opakowania i ulotki, bo to właśnie tam zlokalizowany jest skład tego serum. Przejrzałam sieć w celu dokopania się do niego, ale jedyne, czego się dokopałam, to wniosek, że skład 'przepisany' w większości przypadków nie jest miarodajny. Znalazłam trzy mniej lub bardziej różniące się od siebie wersje i nie ośmielę się ich tutaj wklepać. Niemniej postaram się jakoś go zlokalizować i wówczas uzupełnię wpis o tę istotną wiadomość.

EDIT: Dzięki uprzejmości i dobrej woli pewnej Dobrej Duszy, mogę przekazać Wam skład takim, jaki jest rzeczywiście. Olu, raz jeszcze - dziękuję! :)




To, co uderza po otwarciu nieco 'aptecznej' buteleczki, to zapach - czysto alkoholowy, bo i na tej substancji serum zostało oparte. Nie zauważyłam jednak, by w mojej standardowej pielęgnacji, której krem nawilżający jest jednym z fundamentów, powodowało ono przesuszenie cery.

Kolejną sprawą jest konsystencja - bardzo płynna - rzadka, jednak nieco 'oleista'. Nie jest tłusta i nie zostawia paskudnej, lepkiej warstwy na twarzy, ale jest specyficzna. Serum szybko się wchłania, po chwili od nałożenia można zaaplikować krem nawilżający, albo filtr (bądź jedno i drugie). Nie jest też 'przeciwnikiem' makijażu, więc wszystko pod tym względem jest dobrze przemyślane. Bo, o tym jeszcze nie wspomniałam, serum można stosować raz, lub dwa razy dziennie - u mnie bywało różnie. Czasami aplikowałam je tylko na noc, czasami tylko na dzień, a działo się i tak, że raczyłam nim moją cerę dwa razy na dobę.

Przy takim regularnym stosowaniu wydajność kosmetyku wypada całkiem dobrze - 30 ml powinno wystarczyć na jakieś 4 miesiące.




W tym momencie pozwolę sobie jeszcze napomknąć o czymś, o czym sam producent również ostrzega - delikatne szczypanie po nałożeniu kosmetyku na twarz. Przyznam, że ten mały dyskomfort występował u mnie często - dało się to wyczuć głównie w miejscach, które były wyjątkowo zajęte przez 'czynne' wypryski. Uczucie to jednak po kilku sekundach było już tylko wspomnieniem, więc za dużą niedogodność tego nie poczytuję.




No i kwestia nadrzędna - działanie. Zaznaczam, że zmarszczek jeszcze jako takich nie mam, aczkolwiek przy mojej aktywnej mimice twarzy o linie na tym podłożu nietrudno - czy zauważyłam ich redukcję? Nie.
Najbardziej jednak zależało mi na pozbyciu się, albo przynajmniej zahamowaniu problemu z trądzikiem i nadmiernie wydzielanym sebum.
Z ogromnym bólem serca i portfela (niekoniecznie w tej kolejności), muszę uznać, że serum nie rozprawiło się z tymi dolegliwościami tak, jak tego oczekiwałam. O zmniejszeniu ilości produkowanego przez moją skórę sebum nie ma absolutnie mowy - dotychczas żaden kosmetyk sobie z tym nie poradził, a moja wiara (aka naiwność) w to, że kiedyś to marzenie się ziści, została zastąpiona powolnym godzeniem się z losem.

Żeby jednak nie było tak niezadowolenie - podczas używania tegoż 'unikalnego' specyfiku zauważyłam zdecydowane wygładzenie cery - a jednak ten kwasowy zastęp do czegoś się przydał ;) W zasadzie już po kilku dniach regularnego maziania się nim po twarzy, da się to wygładzenie wyczuć. Może nawet zaryzykowałabym stwierdzeniem, że jędrność skóry uległa delikatnej poprawie (acz z drugiej strony, to nie jest mój naczelny problem, więc i nie szarżuję z tym przekonaniem).
Co się zaś niedogodności trądzikowych tyczy - w moim odczuciu nie jest to produkt, który dzięki swym niepodważalnym właściwościom pomoże nam ten problem zlikwidować, czy jakkolwiek zredukować. Nie zauważyłam mocnego oczyszczenia porów (lepsze efekty daje mi chociażby glinka - i to po jednorazowym użyciu!), wypryski nie zaczęły nagle opuszczać mojej twarzy, a i nie podziałał on w tej kwestii prewencyjnie. Owszem, może okazać się pomocnym przy kuracji przeciw przebarwieniom potrądzikowym, bo pomógł mi odrobinę koloryt skóry wyrównać, ale mistrzem w tym też nie jest - głęboko wierzę, że są na rynku lepsze/bardziej skuteczne mazidła do tego celu przeznaczone.

Wisienką (raczej kwaśną) na torcie może okazać się cena - ok 330 zł / 30 ml, to sporo, biorąc pod uwagę to, co serum zrobić mogło, a nie zrobiło.

Żałuję, że tak mało produktywnie (jeśli w ogóle...) potoczyła się moja historia z tym tak fantastycznie zapowiadającym się cudem kosmetycznym. Cóż - szkoda, że duży procentowy ułamek zadowolonych klientów nie przełożył się na moje zadowolenie.




Mimo wszystko, zakończę pozytywnym akcentem - mając na uwadze lepsze jutro, doceniam jednocześnie to, co mam dzisiaj - i mimo że w odniesieniu do cery nie brzmi to już tak górnolotnie ;D, to i tak polecam Wam takie podejście.


Miałyście do czynienia z firmą SkinCeuticals?
A może macie doświadczenia z szeroko zachwalanymi kosmetykami, które u Was się nie sprawdziły?



Pozdrawiam Was,
Megdil

59 komentarzy:

  1. Wow, sporo kwasów w składzie. Mam jeden krem z 3 kwasami, więc ten kosmetyk również mnie kusi,ale to szczypanie, jak mówisz... Nie jestem przekonana.

    Obserwuję, polubiłam Twojego bloga !

    http://vanilliapl.blogspot.com/

    xoxo

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To szczypanie nie jest tragiczne w odbiorze. Tak, jak napisałam - mija szybko, a o ile z czasem się do tego nie przyzwyczaisz, to nawet nie będziesz zwracać uwagi. Ale, generalnie, ze swojej strony nie polecam. Jest wiele fajniejszych produktów, za mniejszą kasę w dodatku :)

      Bardzo mi miło i pozdrawiam :)

      Usuń
  2. Z opisem na początku się zgadzam bo wiele dziewczyn teraz sobie dorabia chorobę jaką jest trądzik i mnie jako osobę, która przeszła ten problem a i ty wiesz jak moja twarz wyglądała bo zajrzałaś do zakładki Korresowej to wiesz, że raczej to nie było tak, że wyskoczył mi John i dlatego stosuję te wszystkie specyfiki.

    Szczypanie jest dosyć charakterystyczną właściwością kwasu glikolowego chociaż jeszcze jego nie miałam na tapecie. Alkohol to też jest tutaj potrzebny bo inaczej kwas salicylowy się nie rozpuści.

    Coś o podobnym schemacie kwasów ma chyba dermedic i jest to serum zwężające pory co raczej w to nie wierzę bo raczej je da się tylko oczyścić niż zmniejszyć ale ja o dziwo jako posiadaczka tłustej skóry jakoś nie mam ich bardzo rozszerzonych.

    Odniosę się do ceny bo to jednak denerwujące, że jedyne co otrzymałaś to wygładzenie cery a to można uzyskać tańszymi sposobami lub jeśli ktoś chce natychmiastowy efekt to bazy pod makijaż.

    W moich planach jest to serum z dermedic, serum z JMO, jeszcze azjatyckie jedno mi wpadło w oko również jako mieszanka kwasów. Ciekawi mnie jeszcze maseczka glam glow ale ta biała co wszystkie nieczystości tak ładnie wyciąga ;D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Właśnie dlatego postanowiłam w tym temacie dorzucić swoje trzy grosze - nawet, jeśli miałoby to pomóc tylko mnie w zrzuceniu delikatnej frustracji spowodowanej takim zachowaniem :P Tego rodzaju jałowe opinie na temat kosmetyków o ukierunkowanym przeciwtrądzikowym zastosowaniu mocno zaburzają 'obiektywny' odbiór ich działania.
      Wiem, z jakimi problemami się borykałaś i cieszę się zresztą, że udało Ci się wyjść z tego punktu, w którym się znajdowałaś. Sama też z własnego doświadczenia wiem, ile to kosztuje wyrzeczeń i w jak ogromne pokłady cierpliwości trzeba się uzbroić.

      Szczypanie mogłabym i ze zdwojoną siłą wytrzymać, gdyby tylko to miało przynieść obiecane rezultaty ;) A o tym, że kwas salicylowy najłatwiej rozpuszcza się w alkoholu, po raz pierwszy przeczytałam też u Ciebie - podoba mi się ta płodna w nową wiedzę interakcja :)

      O serum z Dermedic nie słyszałam, ale w trwałe zwężanie porów nie wierzę - choć, owszem, znam kosmetyki, które dzięki dogłębnemu ich oczyszczeniu sprawiają wrażenie zmniejszenia ich rozmiaru przy okazji - to bardziej ich doraźne ściągnięcie. Moje pory niestety są rozszerzone i nie obraziłabym się, gdyby wyglądały inaczej, jednak nie spędza mi to snu z powiek - są poważniejsze problemy.

      Wiesz, kwestia ceny do skutków, czy otrzymanych efektów przestała mnie już irytować, bo serum używałam jakiś czas temu, zdążyłam więc to rozżalenie porzucić. Ale masz rację - wygładzenie cery, to zdecydowanie za mało, jak na produkt za taką kasę.

      Widzę, że serum z JMO to już pewny test u Ciebie :D Ja też mam zamiar się w nie zaopatrzyć i chętnie przed - zapoznałabym się z Twoją opinią :D Azjatyckie kosmetyki jakoś mnie nie pociągają. Może dlatego, że nigdy nie wykazywałam większego zainteresowania, więc i wiedzę mam okrojoną.

      Tą maską Glam Glow wiercisz mi dziurę w głowie :D Mam na nią coraz większą ochotę i jeśli się na nią zdecyduję, będziesz jedyną winowajczynią :P

      Usuń
    2. Wiesz nikomu nie zabronisz takich kosmetyków stosować, ale też trzeba obiektywnie podejść na jaką skalę mamy problem czy potrzebujemy walki od środka antybiotykiem czy wystarczy nam zwykłe oczyszczanie skóry dzięki traicneal czy effaclar duo. Niestety też trzeba trafić na sensownego dermatologa, który nie będzie Ciebie traktował jak królika doświadczalnego.

      Ja chyba wyczytałam o tym na biochemii urody lub usłyszałam w filmikach makijażekasid tyle, że jest różnica czy użyjesz alkoholu w stosunku do całego składu jest 15% czy 40%.

      Znaczy wiesz moim zdaniem oczyszczone pory to już jest dużo i wyglądają lepiej. Z tego co zauważyłam ja nie mam problemu z zaskórnikami. Moim problemem są głównie wypryski w większym lub mniejszym stopniu.

      Napaliłam się na to serum bo potrzebuję odmiany po P&R ;D a jak się sprawdzi to pewnie będę stosować na zmianę. Akurat jakoś mam bardziej sceptyczny stosunek do kosmetyków rosyjskich bo sporo tam nieścisłości i ta organiczność, naturalność jest trochę podejrzana jak spojrzy się na dwa główne źródła dystrybucji czyli Kalinę i BioArp. Np. niby organiczny peeling wszystko pięknie a tam nagle tworzywo sztuczne, które stosuje w takich tradycyjnych peelingach oszczędzając na kosztach. Baikal na stronie Kaliny ma składy, że ma się ochotę piać z zachwytu za to jak wejdziesz na stronę BioArpu już ten sam krem matujący zawiera silikony i kilka ciekawostek o których nie było na Kalinie. Nie mówię, że są to złe produkty tylko na blogach wytworzyła się wokół nich jakaś magiczna otoczka, że są bardzo naturalne i rzadko kiedy mają wady.

      Tylko, że ja mówię o pierwszej masce glam glow czyli czarnej a mam ochotę wypróbować białą.

      Usuń
    3. Stawianie zakazów nie przeszło mi przez myśl, chociaż taki dotyczący rozsyłania w świat mało wiarygodnych opinii, to nie byłby wcale zły pomysł ;)
      Dermatolodzy, to temat rzeka. Trafienie na kompetentnego, z doświadczeniem na karku, zamiast domysłów, czy kiepskich w skutkach 'pomysłów' jest naprawdę bardzo trudne. Teksty z gabinetu, typu: 'a zobaczymy, czy to zadziała' - brzmią jak makabryczna ruletka.

      Wiesz, takie nieścisłości, o których mówisz w ogóle mnie już nie dziwią :/ Najbardziej przerażające jest jednak nie to, że takie przekręty się dzieją, ale że rzadko wyciągane są z tego konsekwencje. A jeśli nawet sankcje się przydarzą, to zaraz i tak podobna sytuacja się powtórzy i koło się zamyka - na szczęście, świadomość wśród konsumentów wszelkiej maści sukcesywnie wzrasta.

      Różnice między czarną, a białą już podczas Twojej ostatniej o nich uwagi z grubsza ogarnęłam. Ochota naszła mnie akurat na białą, acz cena i jej pojemność natenczas ochładza mój zapał :)

      Usuń
  3. Świetny post! Chociaż nie mam cery trądzikowej fajnie się go czytało! :) głęboko wierzę, że znajdziesz swój kosmetyk idealny :))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jeśli nie widziałaś w tym poście niczego dla siebie, to jestem pełna podziwu, że całą tę treść wytrwale przeczytałaś :D Dziękuję, jest mi bardzo miło! :D

      Usuń
    2. Kochana, mam kilka takich blogów, które czytam od dechy do dechy :D

      Usuń
    3. No teraz, to od ucha do ucha się uśmiechnęłam :))))
      Ale ja też tak mam - często czytam o czymś, co mnie pozornie w ogóle nie interesuje, aż tu nie wiem kiedy i jak, a cały artykuł do ostatniego słowa pochłonięty :D

      Usuń
    4. Wiesz o czym mówię :) Cery trądzikowej nie mam, w paranoje również nie wpadam jak mi się jakiś nieprzyjaciel zrobi, a mimo wszystko bardzo fajnie się czytało! :)

      Usuń
    5. Takiego zdroworozsądkowego podejścia wiele osób mogłoby się od Ciebie nauczyć ;p

      Usuń
    6. Dziękuję bardzo, wydaje mi się, że do takiego podejścia potrzeba po prostu czasu i wszystko samo się układa :D

      Usuń
  4. Z tymi kosmami to zawsze tak jest, człowiek się wykosztuje a one działać nie chcą ;] Marki nie znam, serum tym bardziej, ale wierzę że znane i polecane. Jedyne kremy z kwasami jakie stosowałam to La Roche i Avene, ale przypuszczam że są zbyt łagodne dla Ciebie... a może nie? używałaś?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na szczęście są jeszcze takie kosmetyki, na które można liczyć :)

      Triacneal z Avene nie używałam, bo boję się po wątpliwej przyjemności przygodzie z Effaclar K - takiej reakcji alergicznej po żadnym kremie w życiu nie miałam :(

      Usuń
    2. Buuu :( Mi K też masakrę zrobił, ale w końcu zaczął działać. Jednak najlepiej spisało się DUO i do niego wracam. Avene nie zdziałało nic :P

      Usuń
    3. I bądź tu mądra :P

      Ja używałam K ze stanowczym zacięciem, bo sądziłam, że 'wszystko, co złe minie, trzeba tylko być twardym i systematycznym' - a guzik prawda, pogorszyłam tylko to, co z czym się już borykałam :(
      Z tych dwóch pozycji też wybrałabym Duo, bo ten przynajmniej nie zrobił mi niczego złego, a nawet trochę wygładził cerę - czyli to, co serum ze SkinCeuticals, tyle, że za ułamek jego ceny :P

      Usuń
  5. uuhuuuuu czytalam z zaciekawieniem , mialam nadzieje na odkrycie sw graala , ale niestety nie..
    u mnie na wysyp pohormonalno-tabletkowy bardzo pomaga effaclar duo:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Chciałabym tylko z takimi wieściami tu przychodzić, ale niestety... Poczułam ogromne rozczarowanie po stosowaniu tego serum.

      Effaclar Duo używałam kilka lat temu. Nie był zły, na delikatne problemy może się sprawdzać bardzo dobrze. U mnie jednak był za słaby :(

      Usuń
  6. Cery trądzikowej na szczęście już nie mam, ale na wyskakujące raz na jakiś czas wypryski u mnie świetnie sprawdza się Effaclar Duo, które od ponad dwóch lat jest moim wybawcą. Jednak widziałam w komentarzach, że dla Ciebie był za słaby :/ Niestety często nawet wysoko półkowe kosmetyki z przerażająco wysoką ceną nie chcą działać, przykro mi, że się nacięłaś :(
    Na białą Glam Glow też mam ogromną ochotę :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja doprowadziłam moją cerę do jako-takiego porządku, gdy jednak coś się na niej pojawia, ratują mnie kremy zapisane przez dermatologa.
      Mam poważne opory przez używaniem specyfików dostępnych bez recepty, bo kilka z nich przyniosło mojej cerze więcej szkód, niż pożytku.
      Co do wysoko półkowych kosmetyków, to prawda - cena nie daje nam gwarancji wysokiej jakości i obiecanego działania. Wielokrotnie się już o tym przekonałam. Dlatego też, m.in. nie kupiłam jeszcze białej maski Glam Glow ;) Chociaż kusi mnie niesamowicie :P

      Usuń
    2. Może zanalizujemy skład Glam Glow, czy rzeczywiście jest tego warta, ona jest chyba na bazie białej glinki, prawda? :)

      Usuń
    3. Tak, o ile dobrze pamiętam, jest tam też mały zastęp kwasów. Postaram się to zrobić w wolnym czasie i wkleję tutaj 'analizę' :)

      Usuń
    4. Do analiz kompletnie się nie nadaję :) Nie znam się zbyt dobrze na składach i nie mam żadnego doświadczenia w tworzeniu kosmetyków. Czekam Megdil na Twoją analizę. Może uda nam się znaleźć tańszy zamiennik :)

      Usuń
    5. Dawno, bo dawno, ale obiecałam i wreszcie udało mi się odszukać i przeanalizować skład białej Glam Glow.

      Water
      Kaolin – Glinka biała, porcelanowa. Polecana przede wszystkim do cery tłustej i mieszanej. Wchłania sebum, oczyszcza pory i powoduje ich ściągnięcie.
      Magnesium Aluminum Silicate – zagęstnik nieorganiczny. Stosowany głównie jako substancja stabilizująca emulsje (np. kremy) i zawiesiny (np. peelingi). Kosmetyki na bazie krzemianiu magnezowo-aluminiowego dobrze rozprowadzają się na powierzchni skóry i pozostawiają ją przyjemną i jedwabistą w dotyku.
      Sodium Hydroxide – regulator PH.
      Eucalyptus Globulus – działa przeciwbakteryjnie i przeciwzapalnie
      Mandelic Acid – działa przeciwzmarszczkowo, regulująco i rozjaśnia przebarwienia słoneczne, ma silne działanie antybakteryjne
      Charcoal – działa oczyszczająco, przeciwbakteryjnie, przeciwzapalnie
      Parfum [Benzyl Benzoate, Linalool]
      Glycolic Acid – spłyca blizny, zmniejsza zmarszczki, rozjaśnia przebarwienia, oczyszcza, zwiększa produkcję włókien kolagenowych
      Lactic Acid – rozjaśnia przebarwienia, zwęża pory, działa uelastyczniająco i spłyca istniejące zmarszczki
      Azelaic Acid – działa przeciwzapalnie, przeciwzaskórnikowo i przeciwbakteryjnie
      Pyruvic Acid (kwas pirogronowy) – reguluje wydzielanie sebum, działa antybakteryjnie, przeciwzaskórnikowo i złuszczająco
      Salicylic Acid – oczyszcza, odblokowuje pory, działa antybakteryjnie
      Xanthan Gum – naturalny zagęszczacz I stabilizator produktu
      Aloe Barbadensis Leaf Jucie – nawilża, działa antybakteryjnie, przyspiesza proces gojenia i sprzyja łagodzeniu podrażnień
      Maltodextrin – naturalna substancja kondycjonująca, odżywia skórę, poprawia konsystencję produktu
      Iron Oxide – naturalny pigment
      Peppermint Oil – działa przeciwbakteryjnie
      Butylene Glycol – substancja odpowiedzialna za prawidłowe nawilżenie skóry – zmiękcza i wygładza; ułatwia penetrację innych substancji wgłąb skóry; pełni rolę rozpuszczalnika dla innych substancji zawartych w kosmetykach
      Glycyrrhiza Glabra Root Extract – ekstrakt z korzenia lukrecji – łagodzi podrażnienia, zmniejsza zaczerwienienia, przyśpiesza gojenie, regeneruje i rozjaśnia
      Glycerin – łagodzi, nawilża, poprawia elastyczność skóry
      Chamomilla Recutita Flower Extract (rumianek) – łagodzi i koi podrażnienia, działa antyoksydacyjnie, antybakteryjnie i przeciwzapalnie
      Calendula Officinalis Flower Extract (nagietek lekarski) – działa przeciwzapalnie, przyspiesza process gojenia ran, ściąga i oczyszcza pory
      Cucumis Sativus Fruit Extract (ogórek) – działa przeciwzapalnie i antybakteryjnie, nawilża, zmiękcza, ściąga pory
      Hedera Helix Extract (bluszcz) – działa przeciwbakteryjnie, odżywczo, koi, tonizuje, ściąga pory
      Symphytum Officinale Leaf Extract (żywokost) – pomaga stymulować wzrost nowych komórek skóry, przyspiesza gojenie, łagodzi stany zapalne
      Phenoxyethanol – substancja konserwująca, uniemożliwia rozwój bakterii w kosmetyku
      Methylparaben
      Butylparaben
      Ethylparaben
      Propylparaben
      Isobutylparaben
      Methylchloroisothiazolinone
      Methylisothiazolinone

      Skład jest, jak na moje oko, zachęcający. Jest tu dużo fajnych ekstraktów no i sporo kwasów różnego kalibru. Spotkałam się z opiniami, iż z tego powodu lepiej unikać jej w czasie mocnego nasłonecznienia, ale wydaje mi się, że w przypadku takich uzupełniających pielęgnację kosmetyków, dobry krem z filtrem zapobiegnie jakimkolwiek niedogodnościom, jeśli takowe miałyby się w ogóle pojawić z powodu wystawienia twarzy na działanie promieni słonecznych.

      Usuń
  7. Przeczytałam z zapartym tchem, nie mam dużo wyprysków, kiedyś było gorzej, poprawa nastąpiła, gdy zaczęłam dbać o cerę. Natomiast mam wiele podskórnych maluteeeeńkich guzków, zaskórników... No to serum nie jest więc na moje dolegliwości skórne.

    glamdiva.pl

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Właśnie, często w przypadku delikatnie zanieczyszczonej cery wystarczy o nią odpowiednio zadbać i problem znika. Podskórne grudki, to już większy problem, próbowałaś któregoś z dostępnych w aptekach kremów z kwasami? Mojej cerze one wprawdzie nie pomogły (niektóre zaszkodziły...), ale wiele dziewczyn je poleca, więc może warto dać im szansę.
      Z zaskórnikami walka jest wyjątkowo uciążliwa. Czasem nawet regularne profesjonalne oczyszczanie okazuje się nieskuteczne. Złagodzić ten problem pomaga mi aktualnie glinka Ghassoul. I tę polecam z czystym sumieniem :)

      Usuń
    2. Bardzo lubię glinkę Ghassoul :)

      Usuń
    3. Ja odkryłam ją całkiem niedawno, ale już wiem, że zostanie ze mną na dłuuugo-dłuuugo :)

      Usuń
    4. Jest składnikiem maseczki czekoladowej JOIK o której niedawno pisałam :)

      Usuń
  8. Nie słyszałam ani o tym serum ani o tej firmie. Za taką cenę z pewnością bym się nie skusiła, nawet, jeżeli działałoby cuda.

    OdpowiedzUsuń
  9. Jaka solidna recenzja, bardzo za nią dziękuję :)
    Nigdy nic nie miałam tej firmy. W sumie zastosowane pasowałoby do potrzeb mojej cery, ale skoro nie jesteś w pełni usatysfakcjonowana, raczej tego nie zakupię. 330 zł za niepełną satysfakcję, to cena zdecydowanie za wysoka. Może stosujesz za inwazyjną pielęgnację i cera broni się nadmiernym wytwarzaniem serum. Często kosmetyki przeciw niedoskonałością bardzo wysuszają i skóra reaguje bardziej się "natłuszczając". Próbowałaś kiedyś pielęgnacji dla cery wrażliwej? Bardzo ważne jest też co jemy. Dużo niespodzianek pojawia się bo zjedzeniu fastfooda, czy słodyczy. Wiem, że to oczywiste co mówię, ale ostatnio sporo o tym myślałam, bo w sumie mam podobny problem i zastanawiam się nad zmianami na lepsze, żeby bardziej przysłużyć się skórze.
    Ściskam :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kasiu, jeśli tylko uznałaś ją za przydatną, to cała przyjemność po mojej stronie :)

      Moja definicja pielęgnacji cery bardzo ewoluowała od ówczesnego, nastoletniego okresu, kiedy to silnie wysuszające kosmetyki gościły na mojej łazienkowej półce bez przerwy. Od dłuższego czasu stawiam na dobre oczyszczenie i nawilżanie. Mimo wszystko nie mogę w 100% zrezygnować z przeciwtrądzikowych mazideł, bo wiem, że to nie byłoby dla mojej cery najlepsze. Przyznaję jednak, że zaczęłam się rozglądać za kremem nawilżającym znacznie bardziej, niż te stosowane przeze mnie na co dzień. Mocno zainteresował mnie ten truskawkowy Fridge, ale z uwagi na fakt, iż wymaga on przetrzymywania w lodówce, mam opory, by sobie na niego teraz pozwolić - aktualnie spędzam sporo czasu na walizkach, a nie wiem, jak ów zniósłby częste podróże w upalne dni :(

      Jeśli chodzi o jedzeniowy wątek, to zgadzam się z każdym słowem. Ja staram się odżywiać zdrowo, choć przykładem do naśladowania obwołać mnie na pewno nie można. Jestem typem cukrowego maniaka, bardzo lubię słodycze i są takie momenty, w których trudno mi z nich zrezygnować (brzmi strasznie!). Mimo moich ciągot, ograniczam jednak ich spożywanie do minimum, bo widzę, że moja cera jest wówczas zdecydowanie mniej kapryśna. Za takimi zmianami idę więc całą sobą :)

      (Przytulam):D

      Usuń
    2. Oprócz tego, że recenzja przydatna, to jeszcze świetnie napisana :)
      Ja sobie kupiłam truskawkowca i krem pod oczy Fridge, niedługo pokażę w nowościach czerwca :) Na truskawkowca jeszcze czekam, krem pod oczy już stoi w lodówce. Zamówiłam go, bo zobaczyłam promocję, 60 zł taniej, pomyślałam że to dobra okazja, żeby spełnić te kosmetyczne marzenie.
      Miłego wieczoru :):)

      Usuń
  10. nie słyszałam o tej firmie i tym produkcie ale ciekawa recenzja

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak widzisz, niewiele straciłaś. Gdybyś jednak gdzieś na ten specyfik trafiła, to trzymaj portfel szczelnie zamknięty ;)

      Usuń
  11. Uwaga ! Zostałaś nominowana do Liebster Blog Award. Po więcej szczegółów zapraszam do mnie na bloga.

    http://ivauroda.blogspot.co.uk/2013/06/liebster-award.html

    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  12. fajnie byłoby mieć doskonałą cerę, a tak każdy z czymś się zmaga...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Takim przywilejem mogą się cieszyć nieliczni - a pewnie i ci znajdą jakieś 'niedoskonałości'. O ideał trudno.
      Masz rację, każdy z czymś się zmaga - grunt, to zdrowy rozsądek i jak najbardziej świadome wybory (mimo że i takie czasami zawodzą).

      Usuń
  13. SkinCeuticals bardzo mnie interesowało, ale po prześledzeniu różnych opinii dałam sobie spokój. Szczególnie na MUA był spory rozrzut, no i nie mogłam doczytać się jak faktycznie wygląda INCI a bałam się ryzykować przy całej twarzy. Z kolei uznałam, że moje czoło nie jest aż tyle warte ;)

    Postawiłam na dwa produkty z iS Clinical i ciekawa jestem jakie okażą się w rzeczywistości. Wybrałam dalszą profilaktykę w pielęgnacji cery z trądzikiem różowatym a jeżeli wierzyć opiniom, rekomendacjom oraz opisom, to jest to jeden z najsilniej działających kosmeceutyków. Czas pokaże.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mnie w trakcie poszukiwań rzucała się w oczy zdecydowana przewaga tych dodatnich opinii, więc i długo nad zakupem się nie zastanawiałam.
      Pomimo takiej oczywistości, jak fakt, że każdy kosmetyk może zadziałać u każdej inaczej, myślę, że Twoja intuicja okazała się tu niezastąpiona.

      iS Clinical nie znam, ale trzymam kciuki, by ich działanie okazało się dla Ciebie satysfakcjonujące.
      Ja mam zamiar pokombinować teraz z silniej nawilżającą pielęgnacją. Mam nadzieję, że odnotuję pozytywne skutki.

      Usuń
  14. Odpowiedzi
    1. Nie jest to bardzo rozpowszechniony kosmetyk. Firma, wbrew pozorom, również.

      Usuń
  15. Swatche Haute as hello specjalnie dla Ciebie już na moim blogu ;) http://lacquer-maniacs.blogspot.com/2013/06/post-na-zyczenie-megdil-essie-haute-as.html


    Posta przeczytam jak będę miała dłuższą chwilkę :)

    OdpowiedzUsuń
  16. Szkoda, ze nie trafilam na Twoja recenzje zanim sie zdecydowalam na zakupy... mam serum i zel do mycia twarzy. Chyba sie ludzilam, ze wyzsza cena i ogolnie dobra marka sprawi cuda. No moze akurat cos u mnie tan zdziala ;)
    Uzylam dopiero raz. Mam zamiar stosowac co drugi wieczor poniewaz troche wysuszyl mi skore. Myslalam o tym aby wlaczyc do pielegnacji tez skinoren, tak aby moc zaglowac kwasamil(moja skora jsst w stanie duzo zniesc i wiem, ze nic jej nie bedzie jesli tylko uzywam filtorw i kremu nawilzajacego).
    Jestem ciekawa czy serum powodowalo u Ciebie widoczne zluszczanie naskorka?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja również miałam żel do mycia z tej samej serii - nie był zły, bo dobrze skórę oczyszczał i jeśli trafię gdzieś na rozsądną cenę, to nie wykluczam ponownego zakupu.
      Co do samego serum - widocznego złuszczania u mnie nie wywołało. Wysuszenia też nie było, ale pewnie tylko dlatego, że krem nawilżający, to u mnie podstawa (bezpośrednio po aplikacji serum, moja skóra była mniej lub bardziej ściągnięta i podejrzewam, że gdybym jej odpowiednio nie nawilżała, przesuszenie mogłoby wystąpić i u mnie). Marka i cena, to w mnogości przypadków, żadna rekomendacja, niestety... Trzymam jednak kciuki, żeby u Ciebie serum sprawdziło się o niebo lepiej, niż u mnie!

      Co się zaś Skinoren tyczy - używałam go (w wersji żelowej, o ile mnie pamięć nie zawodzi), ale nie zdołałam zużyć nawet części opakowania. Wywoływał u mnie dziwne, nieprzyjemne reakcje - pieczenie skóry mogło być wynikiem działania kwasu, więc tego się nie czepiam, jednak to, jak wyglądała po nim moja cera było nie do przyjęcia. Poszarzała, niesamowicie podrażniona - wypryski, które miałam na twarzy podczas każdej aplikacji zdawały się być jeszcze bardziej zaognione. Generalnie, zamiast sukcesywnie polepszać jej stan, z sukcesem go pogarszał. W dodatku bardzo mi ją przesuszył, więc czara goryczy się przepełniła i odstawiłam go z wielką ulgą...

      Usuń
    2. A masz może jeszcze ulotkę ze składem?

      Usuń
  17. Oj kurcze to co piszesz o skinorenie az mnie boli skora... mam teraz takie bolace wulkany po tym serum i chyba nie wyobrazam sobie dokladac jeszxze na to kwasu. W ogole po kwasach nic mi sie nie chce goic :( wlasciwie to nic na mnie nie dziala oprocz punktowej maseczki z cynamonu, kurkumy i galki muszkatolowej i chyba jak na razie to bede aplikowac ten mix w chwilach zmeczenia materialu plus nawilzacze - zawsze mam w pogotowiu krem nawilzajacy, i nawet nakladam na niego jakis olej i nadal to luszczenie... ostatni raz siegam po kwasy tylko dlatego, ze ogolnie zaczelam oczyszczsc swoj ofganizm od srodka. Czyli scisla dieta, plukanie jelit ;) itd.. to tez powoduje wysypy wiec dlatego postaram sie byc cierpliwa.
    Moze moglabys kidedys zdradzic co Ci teraz pomaga? Jak sobie radzisz z niedoskonalosciami?
    Co do serum sc, tak mam ulotke i nawet opakowanie ze slkadem. Jak bede miala troszke wiecej czasu to przepisze sklad bo zwykle szybko odpisuje z komorki i robie przez to mase bledow. Moglaby tez wyslac Tobie zdjecie opakowania. Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na temat Skinorenu można znaleźć w sieci gros biegunowych wręcz opinii, ale wiadomo, że każda skóra ma prawo zareagować inaczej na dany specyfik - zwłaszcza, że jest to lek dostępny bez recepty. Mimo tego, został mi on polecony przez dermatolożkę, do której trafiłam, w sumie przypadkiem, tylko dlatego, że do mojej zaufanej lekarki akurat nie miałam dostępu. To, że w ogóle "zaufałam" jej poradom po tym, jak się mną zajęła, można by zamieścić jako ostrzegawczy przykład w jakiejś poradnikowej publikacji "Od jakich specjalistów trzymać się z daleka" ;)

      A jakich kwasów używasz/używałaś? Zasięgnęłaś konsultacji u rzetelnego dermatologa?

      Ja przeszłam przez kilka słusznych serii zabiegów z kwasami AHA/BHA w gabinecie i widziałam po nich poprawę nawet w tym najgorszym dla mojej cery okresie - w różnym stopniu, ale jednak.
      Łuszczenia, niestety, nie da się w takich przypadkach ominąć. Chociaż prawda jest taka, że u jednej osoby może się to odbywać w mniej widoczny sposób, niż u drugiej. Tak, czy siak, trzeba być na to przygotowanym. Jeśli zaś masz na myśli kwasy zawarte w kremach dostępnych bez recepty (e.g. Effaclar K/DUO, Avene Triacneal), z tego, co wiem, łuszczenie nie jest już tak drastyczne - a przynajmniej u mnie dało się to przeżyć, gdy używałam wspomniane dwie pierwsze pozycje.

      Zmiana diety, to słuszne posunięcie, bo w druzgocącej większości przypadków może ona zaostrzyć problemy skórne. U mnie tak się właśnie dzieje, dlatego świadomie eliminuję, lub ograniczam rzeczy, które mają na moją cerę negatywny wpływ, a różnica w jej wyglądzie jest zauważalna gołym okiem.

      Wpis o mojej cerze i jej aktualnej pielęgnacji mam w planach i dołożę wszelkich starań, by niebawem go opublikować. Nie wiem jeszcze, w jakiej formie to zrobię, ale postaram się jak najbardziej przejrzyście i w miarę szczegółowo opisać moją przeprawę - jeśli masz jakieś sugestie odnośnie tego, na co ewentualnie powinnam zwrócić szczególną uwagę, to daj znać :)

      Gdyby nie sprawiło Ci problemu przesłanie mi zdjęcia ze składem na maila (megdil.blog@gmail.com), to byłabym Ci niezmiernie wdzięczna! Ciężko znaleźć go w sieci, a ja mam tendencję do pozbywania się wszelkich opakowań w tempie niemal natychmiastowym ;)

      A, może zechcesz podzielić się też recepturą na tę punktową maseczkę, z której korzystasz? Bardzo mnie zainteresowała i chętnie przetestuję ją na sobie :)

      Pozdrawiam Cię ciepło :)

      Usuń
  18. :) jak bede miala dostep do komputera to wysle zdjecia i cos wiecej naskrobie bo ta komora mnie dobija ;)
    Opakowanie zostawilam wyjatkowo..bo od jakiegos czasu tez myslalam o tym zeby pisac bloga glownie dla siebie bo mam juz metlik w glowie...zwyczajnie nie pamietam co na mnie dzialalo lepiej a co gorzej i przydaloby sie to wszystko uporzadkowac.
    Postaram sie jeszcze dzisiaj odpisac@
    Ps piszesz swietne recenzje, mysle, ze o niczym nie zapomnisz opisujac swoja pielegnacje, bo zwyczajnie widac, ze masz do tego dryg ;) wszystko zrozumiale,czytelne i intuicyjne. Tak trzymac :)

    OdpowiedzUsuń
  19. Tak sobie mysle nad tym Skinorenem i chyba jednak sie na niego zdecyduje. Jak by nie patrzec serum blemish jest dosc cienkim kalibrem i mimo kilku kwasow w skldzie, procentowo nie jest ich za duzo. Zelowa formula jest oparta na glikolu propylenowym, nie szkodza Ci glikole? Mi czasami tak,niekiedy (zwlaszcza gdy uzywam kilka kosmetykow z tymi skladnikami na raz) powoduja takie jakby potoweczki na policzkach, dziala podrazniajaco, przez co nie dziwnym jest kiedy wypryski sie nie goja a wrecz zaogniaja i substancje czynne maja utrudnione dzialanie. Ja zamowie albo Acne derm albo Skinorem w formie kremu.
    U dermatologa bylam na jesieni, dostalam pare roznych retinoidow: Differin -na poczatku radzil sobie calkiem niezle az nagle spowodowal u mnie mega uczulenie, krotko mowiac spuchnieta, zdeformowana twarz - nie bylam pewna czy to on tak nagle zaczal midelikatnie mowiac szkodzic ale po kilku testach okazalo sie, ze jednak to ON. Pozniej byla Izotziaja, Aknemycin plus i kilka antybiotykow miejscowych. Troche mi pomogly ale bylam niecierpliwa, dobijalo mnie potrworne luszczenie. W dodatku nie bylo to moje leczenie podparte dieta, dlatego wciaz skora produkowala ogromne ilosci toksycznego loju. Moze powroce do retnoidow, jesli kuracja ktora sobie funduje sama nie pomoze. Przed retnoidami stosowalam rozne specyfiki samorobione czy mocniejsze peelingi z kwasu migdalowego, mlekowego i salicylowego. Nigdy wczesniej nie uzywalam kwasu glikolowego i dlatego strasznie mnie ciekawil :)
    Ale powracajac co do Acne dermu i kwasu azelainowego. Dawno, dawno temu, kiedy bylam calkiem mloda ;) uzywalam tego kremu i z tego co pamietam to swietnie dzial na moje zmiany tradzikowe (dopiero niedawno sobie o tym przypomnialam) ale jak to nastolatka, smarowalam sie kremem 2 razy dziennie( tak jak to zreszta widnieje zalecenie na ulotce ) bez stosowania jakiejkolwiek ochrony przeciewslonecznej. Moja pielegnajca wygladala tak: rano i wieczorem mycie twarzy jakims pierwyszym lepszym zelem. Na czysta skore nakladalam Acne derm i pozniej juz nic...aaaa no i rankiem dodatkowo tapeta. W krotkim czasie dorobilam sie dziwnych plam na twarzy. Moja mama wowczas zabronila mi dalszego stosowania kremu...a ja pokornie na to przystalam. Pozniej bylo juz tylko gorzej poniewaz zdecydowalam sie na antybiotyki doustne... Nie bede sie rozpisywac ale tradzik towarzyszy mi od dawna( z malymi wyjatkami podczas ciazy i karmienia). Dzisiaj juz wiem jakie bledy popelnialam w mlodosci i chcialabym poprobowac starych specyfikow laczac je z calkiem nowymi oraz z wlasciwa (takze do mojego wieku) pielegnacja i rzecz jasna dieta.
    Maseczka korzenna ;) bo tak ja w skrocie nazywam to zmodyfikowana wersja maseczki z bloga Idalii. Laczysz ubite bialko z odrobina miodu i okolo po 1/3 lyzeczki kurkumy i galki muszkatolowej oraz szczypty cynamonu. Trzymasz okolo 20 minut i zmywasz. Kurkuma troche barwi skore ale nietrwale i po porannej toalecie po barwinku nie powinno zostac sladu.
    Natomiast punktowa maseczka robie z tych samych przypraw(duzo mniejsze ilosci) laczac je z odrobina wody. Nakladam koncem rekojesci malego pedzelka na nieprzyjaciol i zostawiam na noc. Taka mieszanka dziala wysuszajaco znacznie lepiej niz olejek z drzewa herbacianego, olejek manuka czy inne badziewne gotowce. Chcialabym czasem moc kupic sobie jakas swietna maseczke czy taki punktowy preparat ale stwierdzam, ze nie trafilam na cos gotowego co by w koncu dzialalo zgodnie z obietnica producenta. Jest jeden szkopul, ta papka lubi odpadac i sila rzeczy podczas snu zjezdza ze swojego nalezytego miejsca i trafia wprost na poduszke, posciel i wszystko co ma bezposredni kontakt z twarza, plamy dosc trudno sie dopiera. Jesli sie na nia zdecydujesz to dobrze jest nalozyc jakis recznik(taki ,ktory nie boi sie goracej temperatury prania) na poduszke i jak najmniej sie ruszac ;)
    Przepraszam, ze sie tam rozpisalam :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiesz co, zastanawiałam się nad tym, czy to nie sprawka glikolu, bo Effaclar K "działał" u mnie podobnie, a tam, jako substancja pomocnicza, również występuje glikol propylenowy - ale, na przykład, Epiduo, którego skład jest wspomożony przez tę samą substancję, działa na mnie biegunowo.
      Izotziaję też używałam, pamiętam, że ten lek powodował u mnie spore łuszczenie, ale, niestety, w końcowym rozrachunku wypadł bardzo słabo.
      Wiem, że Acne Derm (choć nie miałam z nim bezpośredniej styczności) porównywany jest składowo do Skinorenu, a skoro on Ci pomógł, to nie dziwi mnie chęć sięgnięcia po ten drugi. Masz tu słuszne podstawy, by wierzyć w dobre efekty, więc może się to okazać rzeczywiście dobrym posunięciem.

      Tę maseczkę korzenną na pewno wypróbuję, więc dzięki za przepis :)
      W kwestii maseczek u mnie bardzo dobrze sprawdza się glinka Ghassoul (używam stosunkowo krótko, ale efekt oczyszczenia i wygładzenia skóry jest lepszy, niż po niejednym, beznadziejnym 'perfumeryjnym' produkcie). Bardzo lubię też oczyszczającą maseczkę z glinką z Sanoflore. Przyjemnie łagodzi skórę i pomaga w walce z wypryskami. Jeśli nie używałaś, to polecam Ci je z całego serca :)
      Punktowych kosmetyków natomiast nie kupuję już od pewnego czasu. Niedawno jakiś zużyłam, ale totalnie się nie sprawdzał. Chciałabym mieć takiego gotowca, na którego w nagłej sytuacji mogłabym liczyć, ale nie przypominam sobie, bym dotychczas napotkała na coś, co taką pewność by mi dawało. Stosowałam m.in. A.I. z LRP i z tego, co kojarzę, ten wypada w rankingu najlepiej, ale z drugiej strony, było to tak dawno, że nie ręczę za swoją opinię.
      Pozdrawiam :)

      Usuń
  20. Obecnie używam Ekoampułki do cery trądzikowej Pat&Rub, jednak jak się skończy, będę chciała wypróbować coś nowego. Zastanawiam się jeszcze nad SeSdermą:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O SeSdermie nie słyszałam... Poczytam :) Ekoampułkę zaś bardzo lubię i używam regularnie :)

      Usuń
  21. Właśnie myślę nad tymi kosmetykami. Zastanawiam się tylko czy lepszy będzie zabieg (myśle o takim do skóry wrażliwej: http://www.beautyduty.pl/zabiegi-skinceuticals/) czy kupno buteleczki.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Moim zdaniem kosmetyk lepiej sobie darować, szkoda zachodu ;) Jak wyglądają zabiegi na nich, nie wiem, nigdy ich nie robiłam, więc nie polecam/nie odradzam :)

      Usuń

Copyright © 2016 Megdil Blog , Blogger